Gdy dzieci się kłócą, biją, szturchają, zabierają sobie rzeczy – pojawia się dużo emocji, niektóre są łatwiejsze, niektóre trudniejsze, a część z nich przeradza się w złość.  Co robić?

Pamiętam taką sytuację sprzed lat:

Sześciolatka zafascynowana była wiedzą, nauka, rozwojem. Lubiła siadać (najlepiej ze mną) i czytać, przedyskutować, np. czy wiem, jak to jest, że raz jest ładna pogoda, a raz jest śnieżyca itp. W tym czasie jej brat, mający wówczas 2 lata, dla którego ona jest największym autorytetem, szybciutko siadał koło niej i chciał robić „dokładnie” to, co ona. Bierze książkę siostry z np. eksperymentami naukowymi, po drodze, zupełnie niechcący, ją drze lub gniecie, potrąca „materiały naukowe” siostry.  Co wówczas robiła młoda  – nieźle się już na niego złościła i mówiła „idź sobie”. Mały wówczas się też wkurzał i krzyczał „nie pójdę!” itd. Emocje narastały, rosła też złość u nich, ale i u mnie.

Ja, stojąc z boku, też zaczynałam doświadczać trudności, odczuwać coraz większe niezadowolenie, smutek i złość, że nie tak chcę… Chciałabym, by moje dzieci ze sobą rozmawiały inaczej, by inaczej wyglądały ich relacje…

W mojej głowie pojawiły się różne myśli, zaczęłam oceniać zachowanie dzieci, interpretować, zastanawiać się, jak „powinno” być. Myślałam, że dzieci nie powinny się tak zachowywać, starsza powinna ustąpić młodszemu itp. To tak jakby całkowicie zanurzyć się w następującym schemacie myślowym: ktoś coś zrobi lub czegoś nie zrobi i przez to teraz jesteśmy źli, to właśnie nas denerwuje czy rozzłaszcza.

 

Siła i piękno naszych potrzeb…

 

Na szczęście mam sposób! Na tą samą sytuację i tą samą złość nauczyłam się patrzeć z punktu widzenia Porozumienia bez przemocy (NVC), tj. gdy słyszę kłótnię moich dzieci „uszami żyrafy” (żyrafa często w Porozumieniu bez przemocy jest symbolem patrzenia na świat przez pryzmat potrzeb, słuchania z empatią) – od razu inaczej się ma złość! Bo kłótnia dzieciaków, ich bójki są tylko tym, co tak naprawdę wyzwala złość, ale jej nie powoduje. Wyzwala, ale nie powoduje!

Marshall Rosenberg w Porozumieniu bez przemocy uczy, że jeśli dokładniej przyjrzymy się procesowi powstawania i narastania złości, to zauważymy, że między zdarzeniem będącym impulsem do złości a złością jest coś jeszcze: nasze myśli, przekonania, po prostu nasz dialog wewnętrzny. To są tzw. myśli-zapalniki, to one powodują, że się złościmy.

Dzieci się kłócą a nawet szarpią. W mojej głowie pojawiają się myśli: „Co za nieznośnie dzieciaki, czyż nie mogłyby się uspokoić i razem się zgodnie bawić, przecież widzą, że jestem teraz zajęta i muszę skończyć to i tamto. Wcale się nie słuchają! Nie szanują moich próśb i są strasznie egoistyczne! Zaraz zrobię z nimi porządek, nim coś sobie zrobią. Tak nie może być, by się biły bez opamiętania!” Znasz to? Założę się, że co najmniej tak dobrze, jak ja! Te myśli i interpretacje mamy wyssane z mlekiem matki, tak myślimy nawykowo i ten nawyk budowaliśmy ładnych parędziesiąt lat! Czy można inaczej?

Kiedy jednak damy sobie trochę czasu na pobycie, z tym, co w danej chwili dzieje się w nas, kiedy wsłuchamy się w nasze myśli oraz kiedy usłyszymy wszystkie “powinny” i „muszą” pojawiające się w takich chwilach w naszych głowach możemy wówczas dostrzec nasze prawdziwe, niezaspokojone w tej sytuacji potrzeby!

Pod myślami o braku szacunku dla próśb i oskarżeniami o egoizm kryje się piękna potrzeba szacunku, współpracy, a pod myślami o zgodnej zabawie potrzeba kontaktu i bliskości. Widać też potrzebę bezpieczeństwa i troskę o zdrowie dzieci, ale też potrzebę łatwości, by móc skończyć wykonywane rzeczy. Te potrzeby w danym momencie są ważne i bardzo w nas żywe. Dopóki nie są nazwane trudno sobie je uświadomić, że to o zaspokojenie potrzeby kontaktu, bezpieczeństwa, szacunku i łatwości tak naprawdę chodzi. Nazwanie potrzeb, danie im uwagi zmienia całą sytuację.  Znając swoje niezaspokojone w danym momencie potrzeby, możemy wybierać takie działania, które będą sprzyjały ich zaspokojeniu.

Transformować złość

 

Odejście od buzującej złości ku uświadomieniu sobie niezaspokojonych potrzeb, odnalezieniu uczuć, które są w nas żywe nazywamy transformacją złości. Zamiast krzyczeć,  działać niekontrolowanie, gniewać się na innych, obrażać, grozić czy wymierzać kary warto skupić energię na działaniach, które lepiej służą rozwiązaniu, podtrzymaniu kontaktu relacji z innymi, z dziećmi.

Energię zaoszczędzoną na transformacji złości warto przeznaczyć na szukanie możliwych innych strategii, kroków, działań sprzyjających zaspokojeniu potrzeby współpracy, szacunku, łatwości i bezpieczeństwa. Możemy z tą nową energią porozmawiać z dziećmi lub innymi osobami, które były w tej sytuacji i wspólnie wypracować nowe rozwiązanie.

Kiedy kolejny raz poczujemy złość, a na pewno wcześniej czy później poczujemy, bo złość to takie samo uczucie, jak każde inne, warto znaleźć chwilę na wczucie się w całą sytuację, tak, by wykorzystać dynamikę uczucia złości, jego intensywność do przeanalizowania, co tak naprawdę się wydarzyło, co tak naprawdę sprawia, że pojawiła się złość (myśli, osądy, oceny). Kolejnym krokiem będzie poszukiwanie  niezaspokojonych potrzeb. Potraktujmy złość jako sygnał do działania i szukania potrzeb oraz możliwych działań do ich zaspokojenia. Dzięki temu wróci spokój i łatwiej będzie uzyskać to, co jest naprawdę w danej sytuacji ważne.

Pobierz darmowy ebook o złości „Gdy trafia Cię szlag!

 

FreshMail.pl
 

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych powyżej danych w celu otrzy­my­wa­nia new­slet­tera od NVCLab.pl. Wiem, że w każdej chwili mogę swoją zgodę wycofać. Twoje dane są u nas bezpieczne, nie przekażemy ich nikomu.

FreshMail.pl
 

Wyrażam zgodę na otrzy­my­wa­nie new­slet­tera od NVCLab.pl. Wiem, że w każdej chwili mogę swoją zgodę wycofać. Twoje dane są u nas bezpieczne, nie przekażemy ich nikomu.

FreshMail.pl